Uwaga na biorezonans

Amaviael/bigstockphoto.com

Biorezonans, podobnie jak badanie żywej kropli krwi, stał się ostatnio dość popularny. W sieci można znaleźć wiele reklam gabinetów oferujących badania tego typu. Czy jednak jest to wiarygodna metoda diagnostyczna?

Zwolennicy tej metody zachwalają jej rzekomo bardzo duże możliwości diagnostyczne. Ma ona pozwalać na stwierdzenie istnienia oraz leczenie rozmaitych chorób i zaburzeń – od obecności pasożytów w organizmie aż po choroby psychiczne i uzależnienia.

Istnieje kilka rodzajów urządzeń do biorezonansu. Pierwszym był aparat MORA (od nazwisk twórców, Franza Morella i Erica Rasche). Innym przykładem jest BICOM. Badania polegają na tym, że specjalne elektrody są mocowane na skórze pacjenta lub podawane mu do rąk. Opiera się to na założeniu, że każdy organizm wytwarza charakterystyczne dla siebie fale elektromagnetyczne. Dostrojenie się do nich miałoby wykryć problemy zdrowotne, a przesłanie zmodyfikowanych sygnałów – odwrócenie tych problemów.

Jednak metoda ta budzi wiele kontrowersji. Po pierwsze, jej zasada działania nie jest zgodna z założeniami medycyny akademickiej. Zakłada ona bowiem, że w ludzkim ciele istnieją drgania (harmonijne i dysharmonijne), które można zbadać w określonych punktach. Tymczasem w komórkach nie ma nic, co mogłoby generować fale elektromagnetyczne o określonej częstotliwości (jedynie zmienne impulsy), więc nie istnieje też możliwość dostrojenia się do nich.

Przy stosowanej częstotliwości prądu nie ma też mowy o głębszym wnikaniu do wnętrza ciała – prąd płynie właściwie tylko po powierzchni naskórka. Nie może więc wpływać na zaburzenia wewnątrz organizmu. Poza tym opór elektryczny ludzkiego ciała nie jest stały – może zależeć od czynników takich jak nacisk, zanieczyszczenia czy powierzchnia styku elektrody z ciałem. Ustawienie stałej wartości prądu byłoby więc trudne i kosztowne.

Brak też wiarygodnych badań potwierdzających skuteczność tej metody. Jedyne dostępne badanie wykazujące pozytywny wpływ biorezonansu MORA na zaburzenia żołądkowo-jelitowe zostało przeprowadzone na małej próbie i opublikowane w czasopiśmie zajmującym się wyłącznie medycyną alternatywną. Poza tym wyniki były mierzone w sposób bardzo subiektywny. W innych badaniach nie wykazano skuteczności wykraczającej poza efekt placebo.

Nazwa „biorezonans” może wprowadzać w błąd, gdyż łatwo o pomyłkę z rezonansem magnetycznym, który jest rzetelną metodą obrazowania wnętrza ciała powszechnie stosowaną w medycynie, a z biorezonansem nie ma nic wspólnego. Innym chwytem mającym stworzyć pozory wiarygodności biorezonansu jest odwołanie do fizyki kwantowej, która z punktu widzenia laika brzmi jak coś bardzo naukowego. Tymczasem budowa wspomnianych urządzeń nie pozwala na rzeczywiste oddziaływanie kwantowe.

Poza tym przy tego typu „diagnozach” stosuje się często podobne techniki psychomanipulacji jak przy badaniu żywej kropli krwi. Przedstawia się pacjentowi informację, że jego stan jest bardzo poważny (wymieniając przy tym rozmaite grzyby, pasożyty itp., których tą metodą absolutnie nie da się wykryć), a zarazem przedstawia mu listę preparatów, którym może się wyleczyć. Dziwnym trafem akurat te preparaty są dostępne na miejscu w gabinecie lub w firmie z nim współpracującej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.