Naturalne – lepsze? Nie zawsze

Nicoleta Ionescu/bigstockphoto.com

Wielu z nas ulega marketingowi produktów sprzedawanych jako „naturalne” czy „bez syntetycznych składników”. Hasła tego typu często pojawiają się w kwestiach związanych z szeroko pojętym zdrowiem. Nieraz determinują one wybór leków, kosmetyków czy produktów spożywczych. Czy słusznie? Okazuje się, że nie zawsze.

Wspomniany marketing produktów sprzedawanych jako naturalne opiera się na powszechnej skłonności do błędu logicznego zwanego odwołaniem do natury. Wiele osób uznaje daną rzecz za dobrą czy właściwą tylko dlatego, że jest naturalna. Z kolei to, co wydaje się nienaturalne, jest odbierane z nieufnością jako groźne i niezdrowe.

W rzeczywistości samo to, czy dana substancja powstała w naturze, czy została stworzona przez naukowców, nic nie mówi o jej jakości, skuteczności, szkodliwości itp. Witamina C wyekstrahowana z owocu jest taką samą witaminą C jak ta zsyntetyzowana w laboratorium. To, że ta pierwsza bywa wielokrotnie droższa, jest jedynie kwestią marketingu i bardziej pracochłonnego procesu jej pozyskiwania.

Zdarza się, że substancje syntetyczne mają nawet pewną przewagę nad substancjami, które można znaleźć w naturze. Niektóre substancje można łatwiej i taniej wyprodukować w sposób syntetyczny, ponieważ pozyskiwanie ich ze źródeł roślinnych czy zwierzęcych wymaga długotrwałego i kosztownego oczyszczania. Przy tym nie zawsze jest gwarancja, że substancje pochodzenia naturalnego dadzą się oczyścić do końca i będą wolne od niepożądanych domieszek. Przez to substancje syntetyczne mogą być nawet bezpieczniejsze. Jednak faktem jest, że informacja o naturalnym pochodzeniu umieszczona na opakowaniu wzbudza większe zaufanie konsumentów – nawet jeśli opiera się ono na niezbyt racjonalnych przesłankach.

Wiele osób stosuje też uproszczenie „syntetyczne = toksyczne, naturalne = nieszkodliwe”. Jest to myślenie błędne. Substancje toksyczne mogą zarówno występować w naturze, jak i być wytworzone przez człowieka. Niektóre z najsilniejszych trucizn są pochodzenia naturalnego – np. tetrodoksyna wytwarzana przez ryby rozdymkowate czy rycyna pochodząca z rącznika pospolitego.

Kluczową kwestią jest też dawka. Można się zatruć nawet solą kuchenną lub czystą wodą, o ile spożyjemy ich za dużo – podczas gdy stosowane w odpowiednich ilościach są niezbędne dla funkcjonowania organizmu. Owoce i warzywa zawierają substancje o potwierdzonej toksyczności dla ludzi (np. solaninę czy formaldehyd) – jednak w tak niewielkich ilościach, że ich spożycie nie jest szkodliwe. Sam fakt obecności toksycznej substancji nie oznacza, że to, co ją zawiera, jest toksyczne. To dawka stanowi o truciźnie.

Na koniec podkreślmy, że nie chodzi o to, by popadać w skrajności w którąkolwiek stronę. Jeśli uważamy, że naturalne kosmetyki i ekologiczna żywność nam służą, warto je kupować. Chodzi o to, by nie ulegać zbyt uproszczonemu myśleniu, nie rezygnować z wartościowych rzeczy tylko dlatego, że nie mają etykietki bio czy eko, a przede wszystkim nie ulegać panice i nie doszukiwać się we wszystkim domniemanych trucizn, przez co nic nie wydaje się dość bezpieczne. Lepiej też się zastanowić, zanim kupimy produkt reklamowany jako naturalny, a sprzedawany w wyśrubowanej cenie. Może się bowiem okazać, że na rynku jest dostępny kilkakrotnie tańszy produkt o identycznym składzie, tylko bez wspomnianej marketingowej otoczki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *