Jak wybrać dietetyka

Lipik/bigstockphoto.com

Jeśli wysiłki mające prowadzić do schudnięcia czy lepszego samopoczucia zdają się nie przynosić efektów, wiele osób decyduje się skorzystać z usług dietetyka bądź przynajmniej śledzić strony internetowe i konta w mediach społecznościowych prowadzone przez dietetyków. Jednak nie zawsze porady osób określających się jako dietetycy są zgodne z wiedzą naukową i przynoszą efekty. Podpowiadamy, na co zwrócić uwagę przy wyborze dietetyka i co powinno być dla nas sygnałem alarmowym.

Odpowiednie kwalifikacje

Jeśli chodzi o kwalifikacje niezbędne do wykonywania zawodu dietetyka, są one regulowane prawnie jedynie w przypadku osób zatrudnionych w placówkach publicznych. Oznacza to, że w prywatnej firmie mogą pracować osoby, które jedynie ukończyły kursy – i to nie zawsze prowadzone przez wiarygodne instytucje. W internecie panuje całkowita swoboda pod tym względem. Dietetykiem może się nazwać każdy, choćby jego wykształcenie nie miało z dietetyką nic wspólnego, a wiedza bazowała na przypadkowych artykułach z sieci. Dlatego sami musimy się starać zweryfikować, z kim mamy do czynienia.

Najbardziej wiarygodni są dietetycy, którzy ukończyli odpowiednie studia kierunkowe (kierunek lub specjalność dietetyka) na uczelni medycznej. Studia takie, poza przedmiotami ściśle kierunkowymi, zapewniają także podbudowę w postaci wiedzy ogólnej oraz umiejętność oceny źródeł. Natomiast bardzo ostrożnie podchodźmy do osób pracujących dla wszelkich klinik naturoterapii i medycyny holistycznej. A jeśli chodzi o blogerów i youtuberów, których wykształcenie nawet nie leżało koło medycyny, a którzy bazują jedynie na własnych doświadczeniach – zastosowali „rewolucyjną” i „rewelacyjną” dietę (zwłaszcza bardzo restrykcyjną, w której można jeść pięć produktów na krzyż), odczuli subiektywną poprawę, a teraz twierdzą, że taka sama dieta sprawdzi się u każdego – lepiej trzymać się od ich porad z daleka.

Uwaga na pseudodietetyków

Są pewne sygnały alarmowe wskazujące, że osoba, z której porad zamierzamy skorzystać, nie do końca wie, co mówi, a wiedzę czerpie z niezbyt wiarygodnych źródeł zamiast z badań naukowych. Jeśli ktoś proponuje nam detoks sokowy, lepiej sobie go odpuścić. Picie samych soków przez kilka dni może i da szybki efekt w postaci utraty paru kilogramów, ale wkrótce te kilogramy odzyskamy. Po drugie, wartość kaloryczna takiej diety jest znacznie niższa niż spoczynkowy wydatek energetyczny naszego organizmu, który jest niezbędny do jego prawidłowego funkcjonowania, więc nie powinno się schodzić poniżej tej wartości. Picie samych soków spowoduje, że będziemy głodni, rozdrażnieni i zmęczeni – a korzyści dla organizmu są wątpliwe, o ile jakiekolwiek. Jednak zwolennicy detoksów kuszą nie tylko schudnięciem, lecz także oczyszczeniem organizmu z bliżej nieokreślonych „toksyn”. O tym, dlaczego nie ma to większego sensu, piszemy tutaj.

Innym popularnym mitem propagowanym przez osoby niezbyt kompetentne jest rzekoma konieczność odkwaszania organizmu i zalecanie tzw. diety alkalicznej. Poglądy takie są rozpowszechnione zwłaszcza wśród osób z kręgów związanych z medycyną alternatywną. W rzeczywistości organizm ma bardzo skuteczne mechanizmy buforowe, które utrzymują odpowiednie pH, więc nie można się „zakwasić” ani „odkwasić” jedynie jedzeniem określonych produktów. Możliwe jest wprawdzie obniżenie pH krwi wskutek kwasicy metabolicznej – jest to jednak stan poważny, występujący wskutek cukrzycy bądź chorób nerek. Wymaga on specjalistycznego leczenia, a nie tylko zmiany diety. Owszem, trzeba przyznać, że dieta „alkaliczna” składa się z samych zdrowych produktów. Jednak niepotrzebnie bazuje na pseudonaukowych założeniach, bezzasadnie eliminuje produkty, które są wartościowe dla organizmu, a uznane za zakwaszające (zboża, orzechy, ryby, nabiał) i nie dostarcza wystarczającej ilości białka.

Wiele osób zajmujących się dietetyką wkracza w sferę szeroko pojętego zdrowia i wellness. Niestety, niektóre z nich zbyt łatwo ulegają przekonaniu, że po lekturze kilku książek czy artykułów mogą się uważać za specjalistów od wszystkiego, od odżywiania poprzez sport i fitness aż po szczepienia i leczenie raka. Udostępniają więc na swoich stronach internetowych i w mediach społecznościowych treści niepotwierdzone, a nawet szkodliwe. Dlatego uważajmy na osoby, które z pozycji autorytetu wypowiadają się na tematy z dziedzin, w których nie mają kwalifikacji, a zwłaszcza gdy wygłaszają poglądy sprzeczne z potwierdzoną wiedzą medyczną (np. zalecają biorezonans i homeopatię, negują sens szczepień itp.).

Dieta dopasowana do realiów

Nawet fachowi dietetycy mogą mieć skłonność do zasypywania klientów nadmiarem nakazów i zakazów nie przystających do zwykłego życia (ZERO piwa na imprezie, ZERO słodyczy na urodziny itp.). Przecież jesteśmy tylko ludźmi. Sporadyczne odejścia od diety (pod warunkiem, że zjemy kawałek ciasta, a nie cały tort) nie przekreślają jej efektów. Im większe wyrzeczenia, tym trudniej utrzymać dietę. Jeśli będziemy odmawiać sobie absolutnie wszystkiego, co lubimy i obserwować ze zbolałym wyrazem twarzy, jak znajomi na spotkaniu towarzyskim jedzą pizzę (podczas gdy od zjedzenia jednego kawałka nie przybędzie nam od razu 5 cm w pasie), jest większe ryzyko, że gdy tylko osiągniemy oczekiwany efekt (albo i wcześniej), rzucimy się na zakazane przysmaki i zaczniemy się nimi objadać w sposób niekontrolowany, by nadrobić to wszystko, z czego musieliśmy zrezygnować. Efekt jojo murowany. Dlatego lepiej, jeśli dietetyk zaplanuje nam dietę możliwą do utrzymania przez dłuższy czas, z pewnym marginesem na specjalne okazje, niż gdy narzuci nam reżim, który najwyższym wysiłkiem woli utrzymamy przez miesiąc.

Rozsądny dietetyk nie powinien też proponować diet o drastycznie małej liczbie kalorii (poniżej spoczynkowego wydatku energetycznego). Jeśli widzimy w czyjejś ofercie diety na 1000 kcal dziennie, lepiej dajmy sobie spokój. Może to bowiem sugerować, że mamy do czynienia z osobą, której zależy jedynie na doraźnym zadowoleniu klienta (który, owszem, będzie chudł w oczach, ale jakim kosztem?), natomiast nie interesuje jej, co się stanie z jego zdrowiem i sylwetką w przyszłości, gdy rozregulowany metabolizm da o sobie znać.

Lepiej też wybrać się do kogoś, kto bierze pod uwagę, że doba ma tylko 24 godziny, a poza gotowaniem i planowaniem posiłków mamy jeszcze wiele innych obowiązków. Skomplikowane, czasochłonne diety, wymagające gotowania wymyślnych potraw, stosowania trudno dostępnych składników i odważania wszystkiego co do grama są z góry skazane na niepowodzenie i nie powinniśmy się obwiniać, jeśli długo nie wytrwamy w ich stosowaniu. Dietetyk powinien być realistą i stawiać na potrawy łatwe i dość szybkie w przygotowaniu (albo możliwe do przygotowania w większej ilości na zapas), do których można wykorzystać składniki dostępne w większości sklepów spożywczych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.